Koniecznie obejrzyjcie :D
http://www.youtube.com/watch?v=q6eJBpmwT6g
28 sierpnia 2012
26 sierpnia 2012
Wartości
Jakiś czas temu koleżanka poprosiła mnie, abym napisała czym są dla mnie wartości. Postawiła też warunek, że mam napisać nie: jak być powinno, tylko: jak jest.
Koniec świata nastąpił na moment ;) ponieważ ostatni raz, na zadany temat pisałam 31 lat temu :D
Jakoś tam napisałam i sama się zdziwiłam - jak to człowiek czasem nie wie sam, co wie... :D
Wartości… można je porównać do pewnego rodzaju „przepisów ruchu drogowego” obowiązujących w krainie: Moje Życie ;) Wszyscy je mają, choć każdy „kraj” ma inne. Stąd zresztą wynika totalne zagubienie, kiedy trafiamy na osobę mającą zupełnie inne wartości niż my J.
Są jak fundamenty domu – taki kształt jaki mają, taki będzie miał dom… są jak słupy narożne domu – wyznaczają granice…
Przypominają również kierunkowskazy – zdecydowanie wyznaczają kierunek w jakim zmierzam… a jednocześnie określają miejsca w jakich się mnie nie znajdzie ;)
Wartości można by zrównać z ideałami: życie nimi jest niezwykle trudne dla nas, porzucenie ich zaś, ze względu na domniemaną niemożliwość wprowadzenia ich w życie, jest niezwykle groźne dla społeczeństwa.
No cóż… Na pewno wartości którym się hołduje są czymś, czym się żyje nie myśląc na co dzień o nich i nie mając świadomości, że wpływają na nasze codzienne wybory… Dziś, z perspektywy półwiecza ( ;) ) zbieram owoce dawnych wyborów – w latach młodości przede wszystkim płaciłam ich cenę. Zauważyłam też, że ludzie, którzy w młodości poszli na kompromis, często mają odwrotnie: wcześniej zbierali owoce, dziś płacą ich cenę…
W moim życiu są dwie podstawowe wartości. Jedna to prawda, zaś druga to proste serce, czyli czystość intencji i motywacji. Obie stały się dla mnie tym, czym latarnia morska jest dla marynarzy – na wzburzonym oceanie życia, pomogły uniknąć wielu podwodnych skał o które mogłabym się całkowicie rozbić i stracić to, co mam najcenniejszego – czyli siebie samą…
Koniec świata nastąpił na moment ;) ponieważ ostatni raz, na zadany temat pisałam 31 lat temu :D
Jakoś tam napisałam i sama się zdziwiłam - jak to człowiek czasem nie wie sam, co wie... :D
Czym są dla Ciebie wartości
Rozczarowanie Bogiem...
Ostatnio kilka razy zdarzyło mi się doświadczyć dokładnie tego samego... byłam PEWNA, że prorok powiedział "TO" a odsłuchując nagranie, ze zdumieniem uświadamiałam sobie fakt, że zostało powiedziane coś zupełnie innego... To zdarzenie wywołało ciąg wspomnień i fale emocji... Słowa Boga do mojego życia... Całe stosy zeszytów z zapisanymi słowami (a ile nie zapisanych...): "zbuduję ci dom..." "będziesz szczęśliwa"..."będziesz obfitowała"... "ja Sam będę..." "uleczę cię"...
Te słowa tworzyły obrazy w moim umyśle, niestety, jak się okazało, były to obrazy pojęć które znałam, a Bóg rzadko robi rzeczy które ludzie znają: nie uzdrawia dwa razy tak samo, nie uwalnia dwa razy... etc.etc. No i ponieważ nie było tak, jak wydawało mi się, że Bóg powiedział, nieuchronnie przyszło rozczarowanie. (O miejscach do których doszłam w tym rozczarowaniu, zgoła pisać nie przystoi... wystarczy powiedzieć, że były absolutnie... anty...)
Zdaje się, że jest taki stopień rozczarowania (zawiedzenia się) Bogiem, iż po przekroczeniu pewnej miary czujesz, że już nie chcesz... Choćby był najlepszy, najpiękniejszy i najbardziej chętny do działania...
I widzisz siebie jako osobę która ginie... i lecisz w przepaść otwartą przez gniew i rozczarowanie.
I Jego dłoń chwyta cię zanim się rozbijesz o skały, bo On jest wierny, bo kocha ciebie, choć ty już nie kochasz Jego...
I stawia cię na skale, a skorupa rozgoryczenia pęka...
I może wreszcie przepływać Miłość - jak rzeka z szumem wdziera się do środka twego serca i wypełnia wszystkie dziury a dusza woła płacząc ze szczęścia: nie zostawiłeś mnie, nie zostawiłeś mnie, nie zostawiłeś...
Własnie jestem w tym miejscu... :)
Te słowa tworzyły obrazy w moim umyśle, niestety, jak się okazało, były to obrazy pojęć które znałam, a Bóg rzadko robi rzeczy które ludzie znają: nie uzdrawia dwa razy tak samo, nie uwalnia dwa razy... etc.etc. No i ponieważ nie było tak, jak wydawało mi się, że Bóg powiedział, nieuchronnie przyszło rozczarowanie. (O miejscach do których doszłam w tym rozczarowaniu, zgoła pisać nie przystoi... wystarczy powiedzieć, że były absolutnie... anty...)
Zdaje się, że jest taki stopień rozczarowania (zawiedzenia się) Bogiem, iż po przekroczeniu pewnej miary czujesz, że już nie chcesz... Choćby był najlepszy, najpiękniejszy i najbardziej chętny do działania...
I widzisz siebie jako osobę która ginie... i lecisz w przepaść otwartą przez gniew i rozczarowanie.
I Jego dłoń chwyta cię zanim się rozbijesz o skały, bo On jest wierny, bo kocha ciebie, choć ty już nie kochasz Jego...
I stawia cię na skale, a skorupa rozgoryczenia pęka...
I może wreszcie przepływać Miłość - jak rzeka z szumem wdziera się do środka twego serca i wypełnia wszystkie dziury a dusza woła płacząc ze szczęścia: nie zostawiłeś mnie, nie zostawiłeś mnie, nie zostawiłeś...
Własnie jestem w tym miejscu... :)
Etykiety:
bojaźń Boża,
Jego mocą,
krzyż,
pogadałam sobie...,
Rozmawiając z Bogiem...,
Słowo na "dziś",
wiara
25 sierpnia 2012
Biblijnie rzecz biorąc... Jak Anna...
Przeczytałam dziś ten artykuł.
Nie wierzyłam już, że dożyję tego dnia, kiedy zza kazalnicy (choćby wirtualnej), będzie mowa o tym, czym naprawdę jest ekklesia… Czuję się jak Anna, która zobaczyła Niemowlę, po wielu latach czekania na niemożliwe…
28 lipca 2012
24 lipca 2012
Babcią jestem :D
Dziś ujrzał światło dzienne mój pierwszy wnuk - Jakub Ezechiel :D Niezwykłe zestawienie imion, biorąc pod uwagę, że mój zięć nie jest osobą wierzącą :D
Oto Kubuś:
Wbrew pozorom tatuś nie jest Chińczykiem ;)
Jakie to cudowne , że będzie można wreszcie kochać, bez świadomości, że jest się odpowiedzialnym za wychowanie :D ;)
Oto Kubuś:
Wbrew pozorom tatuś nie jest Chińczykiem ;)
Jakie to cudowne , że będzie można wreszcie kochać, bez świadomości, że jest się odpowiedzialnym za wychowanie :D ;)
1 lipca 2012
Biblijnie rzecz biorąc... Niezbyt optymistycznie...
Luk_13:23 Raz ktoś Go zapytał: "Panie, czy tylko nieliczni będą zbawieni?" On rzekł do nich:
Luk_13:24 "Usiłujcie wejść przez ciasne drzwi; gdyż wielu, powiadam wam, będzie chciało wejść, a nie będą mogli.
Luk 13:25 Bo kiedy pan domu wstanie i zamknie drzwi, wy zostaniecie na zewnątrz i zaczniecie kołatać do drzwi, wołając: Panie, otwórz nam! - Lecz on wam odpowie: Nie wiem, skąd jesteście.
Luk 13:26 Wtedy zaczniecie mówić: Jadaliśmy i piliśmy z tobą, i nauczałeś na naszych ulicach. -
Luk 13:27 Odpowie wam: Nie wiem, skąd jesteście, "odejdźcie ode mnie wszyscy czyniący zło".
Wygląda na to, że z jakiegoś powodu drzwi do zbawienia są ciasne. Obrazowo można by się pokusić o stwierdzenie, że może się jedynie przecisnąć człowiek kompletnie bez bagażu, a wręcz może nawet zupełnie nagi. Znaczyłoby to, że do zbawienia wchodzi się bez swoich pomysłów, przekonań, zwyczajów narodowych czy kościelnych, bez nawyków, zachowanych słabości czy grzeszków…
Kogo tak naprawdę stać na to??? Chyba niewielu… L
Jedyne pocieszenie dla siebie widzę w słowach Jezusa, że: „to, co niemożliwe u ludzi, jest możliwe u Boga”…
Proponuję abyście przeczytali TEN post u Niezatrzymywalnej.
Proponuję abyście przeczytali TEN post u Niezatrzymywalnej.
18 czerwca 2012
Synowi...
W sobotę skończyłbyś 29 lat. Pewnie nie byłoby nam tak różowo, jak sobie marzą młode mamy... Dziś jesteś w moim sercu o wiele bardziej, głębiej niż lata temu...
Sławiącemu Miłość...*
Jak meteoryt przemknąłeś przez życie moje
Przez chwilę błyszcząc jak gwiazda z nieba,
Jak zapowiedź spełnienia marzeń...
I jako gwiazda spadająca na ziemię
Twoja śmierć z hukiem rozorała skorupę
Mej niezachwianej pewności, że dam sobie radę...
Poszarpane brzegi ran, jak niedostępne i dzikie kaniony
Odstraszały ludzi...
Mówili: Tu nic nie wyrośnie...
Nawet ja sama wzgardziłam sobą...
Minęły 22 lata.
Straszliwy krater wypełnił się krystaliczną wodą
Wypływającą z podziemnych źródeł
Które odsłonił wybuch...
Brzegi krateru i jego okolice
Porosły bujnie zielenią.
W jej cieniu schronienie znajduje
Wielu uciekających przed drapieżnikami...
Obmywając swoje rany w wodzie
Wypływającej z krateru,
Porzucają swój strach
I wypełniają serca wiarą
A dusze nadzieją...
Twoje życie i Twoja śmierć nie były daremne:
Tak, jak tego pragnęłam,
Przyniosłeś mi Życie i Miłość w darze, synku...
Choć inaczej, niż myślałam...
A ci, którzy dawniej rzucali swoje kamienie
Wciąż mówią: czy może pochodzić z niej coś dobrego...?
14 lipca 2005
------------------------------------------------------------
* Miłosław - sławiący miłość
Sławiącemu Miłość...*
Jak meteoryt przemknąłeś przez życie moje
Przez chwilę błyszcząc jak gwiazda z nieba,
Jak zapowiedź spełnienia marzeń...
I jako gwiazda spadająca na ziemię
Twoja śmierć z hukiem rozorała skorupę
Mej niezachwianej pewności, że dam sobie radę...
Poszarpane brzegi ran, jak niedostępne i dzikie kaniony
Odstraszały ludzi...
Mówili: Tu nic nie wyrośnie...
Nawet ja sama wzgardziłam sobą...
Minęły 22 lata.
Straszliwy krater wypełnił się krystaliczną wodą
Wypływającą z podziemnych źródeł
Które odsłonił wybuch...
Brzegi krateru i jego okolice
Porosły bujnie zielenią.
W jej cieniu schronienie znajduje
Wielu uciekających przed drapieżnikami...
Obmywając swoje rany w wodzie
Wypływającej z krateru,
Porzucają swój strach
I wypełniają serca wiarą
A dusze nadzieją...
Twoje życie i Twoja śmierć nie były daremne:
Tak, jak tego pragnęłam,
Przyniosłeś mi Życie i Miłość w darze, synku...
Choć inaczej, niż myślałam...
A ci, którzy dawniej rzucali swoje kamienie
Wciąż mówią: czy może pochodzić z niej coś dobrego...?
14 lipca 2005
------------------------------------------------------------
* Miłosław - sławiący miłość
14 czerwca 2012
Jak się czuje Bóg II...
Spędziłam ostatnio kilka tygodni z grupą przyjaciół. Mimo sporych różnic wiekowych (między 23 a 50 wiosen) mamy wspólny ulubiony temat rozmów: On :D
Spędziliśmy mnóstwo czasu dyskutując, opowiadając sobie o doświadczeniach, przeżyciach, modląc się o siebie nawzajem, ścierając się (a jakże, każde z nas to niezłe indywiduum :P), szukając Boga w każdy możliwy sposób, gotując najprostsze i najwymyślniejsze potrawy (jedynie nie było homarów w sosie truflowym :D), spożywając wieczerzę, wielbiąc, tańcząc przed Nim, śpiewając, zaśmiewając się z głupot i płacząc z trudu...
Kilka tekstów z przebywania w Jego obecności zostało nagranych. Jakość nagrania jest fatalna, ale treść dotknęła mnie na tyle, że spisałam ją i pomyślałam, że nie jest ona tylko dla nas... Może i Was dotknie i da do myślenia???
Spędziliśmy mnóstwo czasu dyskutując, opowiadając sobie o doświadczeniach, przeżyciach, modląc się o siebie nawzajem, ścierając się (a jakże, każde z nas to niezłe indywiduum :P), szukając Boga w każdy możliwy sposób, gotując najprostsze i najwymyślniejsze potrawy (jedynie nie było homarów w sosie truflowym :D), spożywając wieczerzę, wielbiąc, tańcząc przed Nim, śpiewając, zaśmiewając się z głupot i płacząc z trudu...
Kilka tekstów z przebywania w Jego obecności zostało nagranych. Jakość nagrania jest fatalna, ale treść dotknęła mnie na tyle, że spisałam ją i pomyślałam, że nie jest ona tylko dla nas... Może i Was dotknie i da do myślenia???
Mam dla Ciebie mnóstwo słów,
Mam nieskończoną ilość ich.
Każdego dnia, podaruję jedno z nich,
Podaruję tobie jedno z nich…
Mam dla ciebie mnóstwo słów,
Nabrzmiałe moim sercem są.
Mam dla ciebie mnóstwo słów,
Jak kawałki serca mego u twych stóp będę kładł.
Mam dla ciebie mnóstwo słów,
Część z nich mówi o miłości mej,
Część z nich mówi o sercu mym;
Proszę poznaj mnie…
U twych stóp kładę serce moje,
Kawałek po kawałku i będę czekać,
Aż w całość złożysz je...
U twych stóp kładę serce moje,
Kawałek po kawałku i czekam,
Aż w całość złożysz je…
Aż poznasz mnie, poznasz mnie, poznasz mnie…
Mam dla ciebie mnóstwo słów,
Niektóre nabrzmiałe bólem są.
Kładę je u twoich stóp,
Byś pocieszyła serce me…
Mam dla ciebie mnóstwo słów,
Proszę, zadaj sobie trud
By zachować wszystkie je,
By z wszystkich ułożyć całe serce me.
Dzień po dniu, pod stopy twoje będę kładł,
To co najcenniejsze we mnie jest.
Dzień po dniu, przed stopy twoje będę kładł
To, co najcenniejsze mam – serce moje
U twych stóp będę kładł.
Różne słowa, różne stany, różne rzeczy,
W całość razem poskładamy – o mnie rzekną ci…
Poznaj mnie, poznaj mnie, poznaj…
Etykiety:
piosenkowo,
poezjowo,
pogadałam sobie...,
proroctwo,
Rozmawiając z Bogiem...
10 czerwca 2012
Jak się czuje Bóg...
Właściwie takie pytanie wydaje się pozbawione sensu ze względu na proporcje ;) Jednakże chodzą za mną pewne myśli, obrazy i nie jestem już taka pewna tej bezsensowności...
Kochamy Go za to, że jest, za bezpieczeństwo, które nam daje, za pomoc w trudnych sytuacjach, za mądrość, głębię; za to, że pozwala nam uczestniczyć w rzeczach i sprawach do których nie mielibyśmy dostępu bez Niego, ba, nie wiedzielibyśmy, że w ogóle istnieją :)
Podziwiamy Jego możliwości, Jego mądrość, wiedzę, moc, dobroć czy surowość... niektórzy idą krok dalej i są gotowi otworzyć serca, by opowiedzieć Mu o najtajniejszych szczegółach swojego życia...
Bóg jest dla większości z nas niczym dostojny profesor: spijamy mądrość z jego ust, pozwalamy się korygować, podziwiamy mistrza, przychodzimy sumiennie na wykłady i... wychodzimy szczęśliwi, że możemy uczestniczyć w tak niesamowitym wydarzeniu... Profesor zostaje sam w pustej auli, ponieważ jego autorytet przysłonił studentom fakt, że jest osobą która, choć chętnie dzieli się tym co ma z potrzebującymi,to jednocześnie nie przestaje być OSOBĄ, która tęskni do tego aby ją ktoś zechciał odnaleźć, pokochać, zobaczyć, zrozumieć, smakować, doświadczać, z całym bogactwem jej uczuć, pragnień, bólów czy radości...
Pokochać Osobę...
Kochamy Go za to, że jest, za bezpieczeństwo, które nam daje, za pomoc w trudnych sytuacjach, za mądrość, głębię; za to, że pozwala nam uczestniczyć w rzeczach i sprawach do których nie mielibyśmy dostępu bez Niego, ba, nie wiedzielibyśmy, że w ogóle istnieją :)
Podziwiamy Jego możliwości, Jego mądrość, wiedzę, moc, dobroć czy surowość... niektórzy idą krok dalej i są gotowi otworzyć serca, by opowiedzieć Mu o najtajniejszych szczegółach swojego życia...
Bóg jest dla większości z nas niczym dostojny profesor: spijamy mądrość z jego ust, pozwalamy się korygować, podziwiamy mistrza, przychodzimy sumiennie na wykłady i... wychodzimy szczęśliwi, że możemy uczestniczyć w tak niesamowitym wydarzeniu... Profesor zostaje sam w pustej auli, ponieważ jego autorytet przysłonił studentom fakt, że jest osobą która, choć chętnie dzieli się tym co ma z potrzebującymi,to jednocześnie nie przestaje być OSOBĄ, która tęskni do tego aby ją ktoś zechciał odnaleźć, pokochać, zobaczyć, zrozumieć, smakować, doświadczać, z całym bogactwem jej uczuć, pragnień, bólów czy radości...
Pokochać Osobę...
Subskrybuj:
Posty (Atom)

